sobota, 3 grudnia 2016

Karta przetargowa

WINNER Mino x Ty

To łóżko było zdecydowanie za duże, ale nic dziwnego, skoro kupowaliście je dla dwóch osób. Teraz skuliłaś się pod kołdrą przypominając sobie jak bardzo lubiłaś, kiedy Mino przytulał cię tuż przed zaśnięciem. Lubiłaś czuć dotyk jego dłoni na swoim ciele, to było tak naturalne jak sama jego obecność tuż obok ciebie.
Tylko, że teraz znowu go nie było. Ostatnie tygodnie dzień po dniu utwierdzały cię w przekonaniu, że twoja miłość nie jest już dla niego tak ważna jak kiedyś. Czasami znikał na długie godziny, miał przed tobą jakieś tajemnice, przestał cię przytulać. Nie mogłaś zrozumieć, co właściwie zrobiłaś nie tak i to najbardziej cię przytłaczało. Mieszkaliście razem, ale tak naprawdę równie dobrze moglibyście znajdować się na różnych półkulach, skoro każde z was żyło własnym życiem.
Wpatrywałaś się w świecące na zielono cyferki zegara. Zawsze, kiedy Mino nie wracał na noc miałaś problemy z zasypianiem. Nawet jeśli nie chciałaś zastanawiać się nad tym, dlaczego znowu go nie ma, twoje myśli wciąż uparcie krążyły wokół pustki, która cię wypełniała.
Zaczynałaś już powoli przysypiać, gdy rozbudził cię łomot dochodzący z przedpokoju. Zerwałaś się na równe nogi, aż zakręciło ci się w głowie. Ignorując migające przed oczami iskry wybiegłaś z sypialni.
Zmroziło cię.
Mino ledwo stał, podtrzymując się ściany. Wyglądał tragicznie. Ubranie wisiało na nim  w strzępach, policzek miał rozcięty, oko podpuchnięte i cały pokryty był krwią z licznych rozcięć i ran. Przez dłuższą chwilę nie miałaś pojęcia co robić.
- Mino, musimy jechać na pogotowie - odezwałaś się lodowatym tonem. Z jakiegoś powodu widok poturbowanego chłopaka zranił cię jeszcze bardziej niż jego ciągła nieobecność.
- Nie możemy - Chryste, ten chłopak ledwo mówił. Uświadomiłaś sobie, że jeżeli szybko czegoś nie zrobisz, to za moment będziesz musiała zbierać go z podłogi.
Potrząsnęłaś lekko głową. Twoja urażona duma powinna być teraz najmniej ważna.
Wzięłaś Mino za rękę, zaprowadziłaś go do łazienki i posadziłaś na wannie. Następnie namoczyłaś jeden z ręczników i przemyłaś ranę na policzku chłopaka. Jego koszulka i tak już do niczego się nie nadawała, więc wzięłaś nożyczki i rozcięłaś ją, żeby oszczędzić mu jej zdejmowania. Wstrzymałaś oddech na widok posiniaczonych pleców i torsu chłopaka.
- Zamierzasz mi w ogólne powiedzieć kto cię tak urządził? - spytałaś, zmywając wilgotnym ręcznikiem zaschniętą krew.
- To długa historia.
- Mam czas - był środek nocy, ale sen był w tym momencie ostatnią rzeczą, na jaką miałaś ochotę.
- Słyszałaś kiedyś o gangach ulicznych? - spytał Mino, zaciskając zęby. Zdecydowanie powinnaś dać mu coś przeciwbólowego.
Zastanowiłaś się przez chwilę. Wychowywałaś się w jednym z mniejszych miast, gdzie problem przestępczości ograniczał się właściwie tylko do drobnych kradzieży w sklepach spożywczych. Kiedy przeprowadziłaś się do stolicy, hasło 'gang' parokrotnie obiło ci się o uszy, ale utożsamiałaś je raczej z jakimś odległym Meksykiem, a nie z otaczającą cię rzeczywistością.
Najwyraźniej się myliłaś.
- Dołączenie do nich było błędem - kontynuował Mino. - Żądali ode mnie wykonania niemożliwych zadań, grozili, że zrobią ci krzywdę... Ale teraz już nic nie mogą nam zrobić, jesteśmy bezpieczni - zawahał się. - Wierzysz mi?
- Wykorzystywali mnie jako kartę przetargową? - nagle znowu zakręciło ci się w głowie.
- Tam jest więcej twoich znajomych niż podejrzewasz. Dali mi ultimatum: albo do nich dołączę, albo zabiorą ciebie - wolałaś nie wiedzieć, co kryje się za tym stwierdzeniem.
- Co teraz? - ciągle udawałaś spokojną, ale w środku zadrżałaś.
- Postawiłem im się. To co widzisz jest efektem czegoś, co oni nazywają 'rytuałem wyjścia'. Podobno większość osób nie ma szans przeżyć, więc chyba dali mi fory - uśmiechnął się krzywo. - W każdym razie teraz już nie mają prawa cię tknąć.
Zamarłaś. Dopiero po dłuższej chwili udało ci się zmusić głos do współpracy.
- Przepraszam.
- Za co? - Mino poruszył się niespokojnie.
- Kiedy tak ciągle cię nie było... Byłam przekonana, że to dlatego, że masz kogoś, że już nie jestem dla ciebie wystarczająco dobra. To było okropne - odwróciłaś się tyłem do chłopaka, pozornie szukając w szafce leków przeciwbólowych. Tak naprawdę usiłowałaś ukryć napływające ci do oczu łzy.
- ______ - odwróciłaś się powoli, ale bałaś się na niego spojrzeć. - Zawsze ty byłaś dla mnie najważniejsza - przyciągnął cię bliżej i przytulił głowę do twojego brzucha. Zaplotłaś palce w jego włosy, głaszcząc go delikatnie.
Kochałaś go całą sobą, teraz kiedy opowiedział ci o gangu poczułaś to jeszcze mocniej. Jednocześnie uderzyło cię, jak bardzo na niego nie zasługujesz, skoro byłaś w stanie pomyśleć, że tak po prostu cię zostawił.
Westchnęłaś.
- Przyniosę ci coś do popicia leków, nie ruszaj się przez chwilę - poprosiłaś wychodząc z łazienki.
Wróciłaś minutę później, niosąc szklankę wody i opakowanie tabletek przeciwbólowych, które wręczyłaś chłopakowi. Kiedy już połknął lek, zaprowadziłaś go do sypialni i pomogłaś mu się położyć.
- Tabletka zaraz powinna zacząć działać, spróbuj się przespać. Posiedzę przy tobie - powiedziałaś, okrywając go kołdrą.
- Nie, proszę... połóż się ze mną, chcę wiedzieć, że tu jesteś - spojrzał na ciebie błagalnie. Oddychał z trudem, jakby miał popękane żebra. Bałaś się, że zrobisz mu krzywdę, ale z drugiej strony ty też tego potrzebowałaś.
- Gdyby cokolwiek cię bolało, masz natychmiast mi o tym powiedzieć - zastrzegłaś, wsuwając się ostrożnie pod kołdrę.
- Już teraz wszystko będzie dobrze, obiecuję - szepnął Mino, przytulając się do ciebie jak małe dziecko. Pocałowałaś go w czoło, tak jak on zwykle całował ciebie przed snem.
Chłopak zasnął zaskakująco szybko, ale ty wciąż leżałaś wpatrując się w ciemność. Słyszałaś jego nierówny, świszczący oddech i bałaś się nawet lekko poruszyć, żeby nie sprawić mu dodatkowego bólu. To była okropna noc.
Kolejne dni spędziliście w domu tylko  we dwójkę, jakbyście oboje chcieli się upewnić, że nic się między wami nie zmieniło. Skaleczenia Mino goiły się bardzo szybko i od czasu do czasu chłopak śmiał się z ciebie, widząc jak ostrożna jesteś dotykając go.
Kiedy każdego dnia zasypiałaś i budziłaś się w ramionach Mino, znowu miałaś pewność, że wszystkie elementy twojego świata idealnie wróciły na swoje miejsce, nie zostawiając nawet milimetra na samotność czy gangi.

piątek, 23 września 2016

7 godzin i 22 minuty

Lee Hyunwoo x Ty
Przytuliłaś się plecami do kamiennego komina, obserwując rozgrywającą się niżej scenę. Ubrani na czarno, zamaskowani ludzie popychali na brzegu dachu grupkę wystraszonych, skulonych osób. Jeden z mężczyzn zachwiał się, inni wbrew pozorom mu nie pomogli. Spadł. Zacisnęłaś powieki.
Moment. Nie po to tu byłaś. Otrząsnęłaś się, dostrzegając srebrnowłosego chłopaka. Był coraz bliżej krawędzi, powoli oddzielał się od grupy. Nie miałaś ani chwili.
Sprintem wystartowałaś ze swojej kryjówki. Odepchnęłaś go od urwiska tak, że razem przewróciliście się i stoczyliście na niższą część dachu. Wcześniej twoja stopa ześlizgnęła się i rozcięłaś sobie łydkę, ale to nie był odpowiedni moment na zamartwianie się tym.
Chłopak dyszał ciężko. Potrząsnęłaś nim, dotknęłaś jego policzka.
- Pamiętasz, co mi obiecałeś?!
- Co z twoją nogą...? - wyszeptał bez związku.
- Nic mi nie będzie - zbagatelizowałaś, chociaż ciepła krew wsiąkała w nogawkę twoich dżinsów. - Teraz pomogę ci dobiec do włazu, ruszamy na trzy... - wstaliście, chłopak oparł się na tobie niemal całym ciężarem.
- Raz... dwa...
- Cięcie! - zawołał ktoś.
- Bardzo ładnie wam poszło, 15 minut przerwy - nagrodził was reżyser.
Westchnęłaś. Trudno było grać tak pewną siebie, odważną postać, skoro sama taka nie byłaś. Prawdę mówiąc, cholernie się bałaś.
- W porządku? - spytał Hyunwoo, nie puszczając cię.
- Tak - odpowiedziałaś, odsuwając się od niego. - Mam tylko nadzieję, że nie będziemy musieli tego powtarzać.
Odeszłaś parę kroków w stronę przyczepy ze swoimi strojami. "Ranna" noga dokuczała ci bardziej, niż się spodziewałaś. Praktycznie nie mogłaś się na niej porządnie oprzeć.
- Kulejesz - zauważył Hyunwoo. - Może jednak...
- Nic mi nie jest - krzywiąc się, wspięłaś się na trzy schodki prowadzące do twojej "garderoby" i zamknęłaś za sobą drzwi.
Usiadłaś na krześle i wpatrzyłaś się w sufit. Właśnie spełniałaś swoje marzenie, może dlatego czułaś tyle różnych emocji. To nie tak, że bycie aktorką było twoją największą życiową ambicją. Chciałaś spróbować w życiu wielu rzeczy, ale w większości przypadków byłaś odważna dopóki nie wyszłaś ze swojego pokoju. Teraz byłaś szczęśliwa, ale jednocześnie bardzo się bałaś.
Nie miałaś pojęcia, ile czasu tak przesiedziałaś, w końcu jednak rozległo się pukanie do drzwi. Gość nawet nie poczekał na odpowiedź. Kątem oka dostrzegłaś szarą czuprynę.
- Reżyser powiedział, że skoro nie możesz chodzić to na dzisiaj koniec. Mam zawieźć cię do szpitala i przypilnować, żebyś sobie bardziej tej nogi nie uszkodziła - poinformował.
- Z tym szpitalem to nie przesadzajmy, sunbae - zaprotestowałaś słabo. - Skoro to koniec zdjęć na dzisiaj, to po prostu pojadę do domu...
- Czym przyjechałaś na plan? - przerwał ci Hyunwoo.
- Rowerem...
- No właśnie. Zawiozę cię samochodem i nie przyjmuję sprzeciwu - uciął dyskusję. Potem pomógł ci przejść te kilkaset metrów na parking i odstawił pod samą klatkę.
Zestresowałaś się. W ramach rewanżu powinnaś go chociaż zaprosić na kawę. Długo milczałaś.
- Przyjadę po ciebie rano, ale gdyby w nocy z nogą coś się działo to dzwoń, pojedziemy do szpitala - przerwał ciszę chłopak.
Pokiwałaś głową, podziękowałaś, wysiadłaś z samochodu i windą wjechałaś na przedostatnie piętro. W nocy nie zadzwoniłaś. Nie zostawił ci numeru telefonu.
***
Siedziałaś przy długim stoliku obok Hyunwoo i kilku innych grających z wami aktorów i aktorek. Miałaś na sobie bordową sukienkę i czarne szpilki, twoje włosy były starannie uczesane. Naprzeciwko was siedział spory tłumek dziennikarzy z aparatami fotograficznymi.
Było kilka dni po premierze pierwszego odcinka waszej dramy. To nie był spektakularny sukces, ale też nikt się takiego za bardzo nie spodziewał. Mimo to konferencje prasowe odbywały się tak, jak zostały zaplanowane.
Zdenerwowana, zaplotłaś dłonie na kolanach. Spotkanie jeszcze oficjalnie się nie zaczęło, ale jak zwykle tuż przed rozpoczęciem zjadały cię nerwy. Siedzący obok ciebie Hyunwoo doskonale o tym wiedział. Płynnym ruchem, tak by dziennikarze nic nie zauważyli przeniósł dłoń na twoje kolana i zaplótł swoje palce z twoimi.
- Spokojnie - szepnął. - Jestem tu z tobą.
Dobrze było czuć jego ciepło, wiedzieć, że nie jesteś tu sama. Miałaś ochotę oprzeć się o niego i położyć głowę na jego ramieniu, tak jak robiłaś to wielokrotnie przed zakończeniem zdjęć do dramy, ale wiedziałaś, że akurat tego nie wolno ci zrobić. Nie byliście parą, ale zaprzyjaźniliście się, stałaś się jego małą siostrzyczką.
Konferencja toczyła się swoim rytmem. Odpowiadałaś na pytania, przysłuchiwałaś się temu, co mówili pozostali aktorzy, uśmiechałaś się i tak w kółko.
- ______, opowiedz nam o swojej ulubionej scenie - poprosił jeden z dziennikarzy. Wzięłaś mikrofon.
- To chyba będzie scena, którą kręciliśmy na dachu - zaczęłaś, przywołując w pamięci tamto popołudnie. Wciąż pamiętałaś jak się wtedy bałaś, ale gdyby nie ten dzień nie byłoby cię tu teraz. - Było naprawdę wysoko i w pewnym momencie musiałam upozorować kontuzję. Trochę za bardzo się wczułam i naprawdę nieźle nadwyrężyłam sobie kostkę, ale mimo to dobrze to wspominam - prawdziwym powodem, dla którego polubiłaś tamtą scenę był fakt, że przejęty Hyunwoo następnego dnia rano stał przed twoim blokiem dopóki nie wypatrzył cię w jednym z okien i dopóki nie wpuściłaś go na górę. Od tego dnia widywaliście się o wiele częściej.
Dziennikarzy zadowoliła twoja odpowiedź.
- Wygląda na to, że wszyscy dobrze się dogadujecie. Hyunwoo, zdradź nam z kim najlepiej ci się współpracowało - padło z drugiego końca sali.
Chłopak przejął od ciebie mikrofon.
- Rzeczywiście, na planie nie było większych spięć. Najprzyjemniej wspominam sceny nagrane z udziałem ______. To jej pierwsza drama, dlatego proszę, przyjmijcie ją ciepło~
***
Samolot wylądował na lotnisku z lekkim opóźnieniem. Tak naprawdę wcale nie chciałaś nigdzie lecieć, po prostu tak wypadało. W twojej rodzinie panował zwyczaj, że kiedy coś się działo, zawsze byliście razem.
Odebrałaś bagaż i dopiero siedząc w taksówce ponownie uruchomiłaś swój telefon. Powitał cię sms od Hyunwoo:
Wrócisz za 128 dni. Czekam
Uśmiechnęłaś się, odpisując. To minie szybciej niż myślisz
- I tak zbyt długo. Zamierzam skreślać dni w kalendarzu
- Brzmi, jakbyś był ode mnie uzależniony
- Może jestem
***
- Jeszcze 7 godzin i 22 minuty
- Doliczyłeś opóźnienia?
- Nie biorę ich w ogóle pod uwagę, chcę Cię już tutaj
Niedługo potem wsiadłaś na pokład samolotu. Wracałaś. 128 dni minęło, nareszcie.
Tym razem wylądowałaś punktualnie. Bez problemu odebrałaś swoją walizkę i po odwiedzeniu toalety ruszyłaś przez ogromną halę przylotów. Ludzi było dużo, ale znałaś to miejsce na tyle dobrze, że nie był to dla ciebie problem.
Zauważyłaś go niemal natychmiast. Stał niedaleko wyjścia, trzymając niewielki bukiecik kolorowych kwiatów. Puściłaś rączkę walizki i rzuciłaś się biegiem w jego stronę. Zaraz potem kwiaty leżały na podłodze, a ty wirowałaś w powietrzu, oplatając go ramionami za szyję.
- Tęskniłam za tobą - powiedziałaś, stojąc już na ziemi.
- Ja za tobą też. Nie wyjeżdżaj już więcej - poprosił.
Pokiwałaś głową, wdychając znajomy zapach jego koszulki.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Najpiękniejszy widok w życiu

GOT7 Jackson x Ty
Odwróciłaś się bokiem do lustra. Nawet nie było najgorzej. Mówiąc wprost, nawet się sobie spodobałaś, a to nie zdarzało się często.
Po raz kolejny przymierzyłaś kupiony niedawno kostium kąpielowy. Dzień był upalny i słoneczny, najwyższa pora wreszcie się w nim pokazać.
Wstępnie umówiliście się na basen już parę dni wcześniej. Niby przypadkowo terminy się wam pokrywały, ale tak naprawdę to jedna z twoich koleżanek starała się poustawiać wszystko tak, żebyście „natknęły się” na grupę chłopaków z męskiej szkoły znajdującej się vis-a-vis waszej.
Uśmiechnęłaś się do siebie. Wcale ci to nie przeszkadzało.
Spakowałaś torbę z potrzebnymi na basen rzeczami i wyszłaś z domu. Pół godziny później zakładałaś już kostium w jednej z przebieralni.
Nie byłaś typem sportowca, ale mimo to bezczynne siedzenie wśród bąbelków zawsze cię nudziło. Tym razem jednak nie byłaś sama...
- Potrzebuję 15 minut, potem do was wrócę – poinformowałaś dziewczyny, z którymi przyszłaś.
Zostawiłaś je i skierowałaś się  w stronę torów do szybkiego pływania, wykonując po drodze szybką rozgrzewkę. Kilka lat temu, kiedy chodziłaś do szkółki pływackiej, poznałaś parę lat od siebie starszego chłopaka o imieniu Jackson. Nie był zbyt rozmowny, ale od jego siostry dowiedziałaś się, że mieszkacie całkiem blisko siebie. Próbowałaś utrzymać kontakt, ale nic z tego nie wyszło.
Teraz zatrzymałaś się w pół kroku, widząc go w grupie chłopaków, na których spotkanie liczyły twoje koleżanki. Był od nich rok lub dwa starszy, a jego wygląd potwierdzał, że nie przestał trenować pływania przez ładnych kilka lat.
Potrząsnęłaś lekko głową i po drabince zeszłaś do chłodnej wody. Nie miałaś wątpliwości, że Jackson cię zauważył, bo teraz zostawił swoją grupkę, z którą i tak za bardzo się nie integrował i szedł w stronę torów.
Zignorowałaś go.
Pierwsze dwie długości przepłynęłaś wolno i spokojnie, przy kolejnych dwóch przyspieszyłaś. Twoja kondycja zdecydowanie się pogorszyła, ale wciąż uwielbiałaś delikatny dotyk opływającej twoje ciało wody. Po 10 długościach zatrzymałaś się, by odetchnąć.
Jackson przyglądał ci się z drugiego końca basenu.
Dobrze pamiętałaś to spojrzenie z lat, kiedy jeszcze razem trenowaliście. Ewidentnie prosił się o lanie, chociaż nie był już małym chudym chłopcem, a ty nie przypominałaś już drobnej dziewczynki z dwoma warkoczykami.
Spokojnie dopłynęłaś na drugi brzeg i stanęłaś na torze obok chłopaka.
- Chcesz się ścigać? – rzuciłaś jak wtedy, kiedy byliście dziećmi, a trener dawał wam wolne ostatnie 10 minut po dwugodzinnym treningu. Nie zaczekałaś nawet na odpowiedź, wiedząc że jak zawsze samo wyzwanie wystarczy.
Pozwolił ci zyskać przewagę na starcie, ale szybko cię dogonił i równocześnie dotknęliście kafelków na brzegu basenu. On trenował, ale ty nie. To mogło oznaczać tylko jedno: dał ci fory.
- Zmiana stylu – rzuciłaś, odbijając się od ściany. Historia powtórzyła się. Oddychałaś ciężej niż powinnaś.
- To twoja ostatnia szansa, Jackie – zaczęłaś go tak nazywać dawno temu i doskonale pamiętałaś, jak denerwował się za każdym razem, kiedy to słyszał.
Mniej więcej w połowie długości poczułaś falę bólu w prawej nodze tak silną, że wyplułaś resztki znajdującego się w twoich płucach powietrza. Nie raz powtarzali wam, jak zachować się w takiej sytuacji, ale tym razem nie miałaś siły, żeby cokolwiek zrobić. Skuliłaś się i poczułaś, jak uderzasz lewym ramieniem o dno basenu.
Spróbowałaś się wyprostować, ale nie udało ci się. Rozluźniłaś mięśnie i czekałaś, wpatrując się w błękitną wodę, którą powoli zaczęły przesłaniać wirujące czarne płatki.
Twarz Jacksona z rozwianymi pod wodą włosami przez krótką chwilę wydała ci się najpiękniejszym widokiem, jaki widziałaś w życiu. Chłopak chwycił cię pewnie i pociągnął w stronę powierzchni.
- Co ty wyprawiasz, ______-ah?! – ochrzanił cię, kiedy skończyłaś kasłać.
- Cholera – wychrypiałaś, wciąż plując wodą. – Wygrałeś?
- Nie, stwierdzam remis. Chciałaś się utopić? – zrzędził dalej.
- Przecież nic mi nie jest – spróbowałaś poruszyć nogą i bezwiednie się skrzywiłaś.
- Jasne. Dopłyniesz sama do brzegu?
- Nie jestem kaleką – prychnęłaś. Mimo to miałaś spore wątpliwości czy ci się to uda. Znowu poruszyłaś nogą. – Chyba żartowałam – przyznałaś niechętnie, zaciskając zęby.
- Właź mi na plecy – rozkazał Jackson.
- Co—
- Mówię niewyraźnie? – spojrzał na ciebie tak, że wolałaś już nie dyskutować.
Objęłaś go nogami w pasie i rękami za szyję, paradoksalnie starając się jak najbardziej unikać kontaktu z jego skórą. Z brzegu przyglądał wam się ratownik, ale widząc, że raczej się nie przyda wrócił do obserwacji znajdującego się obok brodzika dla małych dzieci.
- Gdzie idziesz? – zdziwiłaś się widząc, że chłopak mija stojące przy ścianie leżaki. Pomachałaś stojącej przy nich jednej z twoich koleżanek, która patrzyła na was zdumiona.
- Do jacuzzi. Rozgrzane mięśnie szybciej się rozluźniają, a ty i tak nie będziesz już dzisiaj pływać – poinformował cię.
Nie miałaś ochoty protestować. Przez myśl przemknęło ci, że to już zdecydowanie nie jest ten mały chłopczyk, którego zapamiętałaś.
- Jak długo się nie widzieliśmy? – zaczęłaś rozmowę, kiedy siedzieliście już wśród bąbelków.
- Raczej powinnaś spytać, jak długo ty mnie nie widziałaś – poprawił cię. – Pokaż tą nogę – zażądał, ale widząc że nie zamierzasz zareagować, sam złapał cię pod wodą za kostkę i położył twoją nogę na swoich kolanach. Zaczął delikatnie rozmasowywać nadwyrężony mięsień. Początkowo bolało, ale potem było tylko lepiej.
- Jest różnica między tym, kiedy ja widziałam ciebie, a kiedy ty mnie? – to brzmiało prawie jak nonsens.
- Dosyć spora. Pracujesz z moją siostrą – powiedział jakby to miało wszystko wyjaśnić. – Opowiada mi o tobie na bieżąco.
- Zabrzmiało groźnie – kiedy tak teraz na niego patrzyłaś przypomniał ci się pewien element waszej wcześniejszej znajomości.
- Nawet wiem gdzie mieszkasz.
- Super... – to był chyba ten moment, kiedy zaczęłaś się niepokoić. – Dlaczego nigdy mnie nie odwiedziłeś?
- Zapomniałaś o mnie – wzruszył ramionami.
- Nie zapomniałam, Jackson. Myślałam, że to ty nie chcesz utrzymywać kontaktu – naprawdę tak było. Nie bez znaczenia pozostawał też fakt, że byłaś wtedy zdecydowanie za mała, żeby powiedzieć mu co dokładnie do niego czujesz. Niewykluczone, że jednak głównie to popsuło waszą relację.
- Chyba będę miał do ciebie prośbę – zmienił temat chłopak.
- Jaką?
- Nie próbuj się więcej topić. Nie zawsze będę obok, żeby cię uratować.
- A założymy się, Jackie?!

środa, 10 sierpnia 2016

Cholerny egoista

Seventeen Wonwoo x Ty


- Nienawidzę cię, rozumiesz?! – krzyczałaś, a łzy całkowicie zamazywały ci pole widzenia. – Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, o co mnie prosisz?! Chcesz, żebym przychodziła tu do ciebie codziennie i patrzyła jak powoli umierasz, ba, żebym przekonała lekarzy, żeby pozwolili ci popełnić samobójstwo!!! Nie zgadzam się, słyszysz?!!!!
- Podjąłem już decyzję, ______, nie zmienisz tego – odpowiedział cicho Wonwoo, wciąż patrząc ci prosto w oczy.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego koniecznie pod pozorem chronienia mnie chcesz mnie zabić?!
- Przecież wiesz, że to i tak prędzej czy później by się stało.
- Ale nie w taki sposób! – krzyknęłaś, trzaskając drzwiami. Szyba, z której były wykonane pokryła się pajęczyną rys i pęknięć, ale nawet tego nie zauważyłaś.
Wybiegłaś na szpitalny parking, z furią odpięłaś od stojaka swój rower i popedałowałaś pod wiatr. Udało ci się ochłonąć na tyle, żeby nie wpaść pod żaden samochód. W domu pobiegłaś prosto do swojego pokoju, gdzie skuliłaś się na łóżku.
Wonwoo poznałaś nieco ponad rok temu, kiedy jako wolontariuszka trafiłaś do szpitala. Chorował na nieznaną do tej pory lekarzom chorobę, która początkowo pozornie nie dając żadnych objawów wyniszczała go od środka. Po pewnym czasie zaczęły się ataki, nagłe paraliże niektórych części ciała, spadek odporności. Spędzałaś z nim więcej czasu, niż z jakimkolwiek innym pacjentem, chociaż początkowo zupełnie nie tolerował twojej obecności. Nie chciał nikogo widywać, leżał na łóżku i patrzył w ścianę. Pielęgniarki straszyły, że jeśli przestaniesz przychodzić, to już zupełnie nie dadzą sobie z nim rady.
Sytuacja nieco poprawiła się wiosną. Wonwoo został wypisany do domu, bo ataki stały się rzadsze, a jego stan psychiczny się poprawił. Mimo to lekarze na odchodnym powiedzieli ci, że nie są w stanie nic dla niego zrobić, że wszelkie metody leczenia są eksperymentalne i tak naprawdę tylko mogą, ale wcale nie muszą opóźnić kolejne ataki. Zresztą Wonwoo doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Któregoś majowego popołudnia, kiedy siedzieliście obok siebie w parku, ty na ławce, a chłopak na wózku, bo jego wymęczone mięśnie nie działały tak, jak powinny, Wonwoo powiedział ci, jak wiele zmieniłaś w jego życiu. Opowiedział ci o tym, jak swoją chorobę potraktował jak wyrok i już był o krok od poddania się, kiedy pojawiłaś się przynosząc ze sobą promyk nadziei. Dzięki tobie na moment uwierzył, że jeszcze wszystko może być dobrze. Oboje wiedzieliście, że zaraz potem okazało się, że organizm Wonwoo ma tendencję do przyzwyczajania się do kolejnych kuracji, dlatego trzeba wciąż szukać innych, ale wtedy liczyła się chwila.
Doskonale pamiętałaś dzień, kiedy pierwszy raz cię pocałował. Długo odwlekał ten moment, tłumacząc się potem troską o ciebie. Taka już była jego natura, zawsze najpierw myślał o innych.
Aż do dzisiaj.
Zdawałaś sobie sprawę z tego, że jego stan psychiczny ostatnio się pogorszył. Zaczęło cię nawet niepokoić to, w jaki sposób lekarze patrzyli na ciebie, kiedy wypytywałaś ich, czy Wonwoo może sobie teraz pozwolić na dłuższy wyjazd. Najwidoczniej oni dowiedzieli się dużo wcześniej niż ty.
Dzisiaj od rana chłopak zachowywał się inaczej niż zwykle. Przyglądał ci się uważniej, jakby usiłując wybrać jak najdogodniejszy moment.
- ______, musimy porozmawiać... – zaczął dość późnym popołudniem, kiedy już właściwie zbierałaś się do wyjścia.
- Co się stało? – spytałaś, siadając obok niego na łóżku.
- Tylko błagam, wysłuchaj mnie do końca. Ja... postanowiłem przerwać leczenie—
- Co?! – miałaś nadzieję, że się przesłyszałaś.
- Nie chcę być dłużej królikiem doświadczalnym. Oboje dobrze wiemy, że to co tutaj ze mną robią – szerokim gestem wskazał szpitalne otoczenie – to tak naprawdę są testy. Nikt nie wie jak zadziałają...
- Ale Wonwoo, bez tego—
- Wiem. Umrę. – spojrzał ci spokojnie w oczy. – Przecież wiesz, że to i tak by się stało. Nie mam już siły znosić kolejnych prób, nie chcę nigdy więcej widzieć smutku w twoich oczach po rozmowie z lekarzami.
- Dlaczego? – zdołałaś tylko wykrztusić.
- Jesteś piękna, a ja nie mam prawa marnować ci życia – odgarnął ci włosy za ucho. – Beze mnie mogłabyś—
- Nie chcę bez ciebie! Nie chcę, rozumiesz?! – krzyknęłaś. – Skąd ci w ogóle przyszło do głowy, że mogłabym żyć bez ciebie?!!
- Dasz sobie radę, musimy tylko przekonać lekarzy—
- Dlaczego jesteś takim egoistą, Wonwoo? – wciąż krzyczałaś. – Dlaczego myślisz tylko o sobie?!
- Jestem już zmęczony, ______. Nie mam siły tak dłużej żyć – nagle wydał ci się bardzo stary. Pociemniało ci przed oczami.
Parę minut później biegłaś szpitalnym korytarzem, zostawiając za sobą potłuczone szkło i wpatrującego się tępo w ścianę chłopaka.
***
- Nie wrócę tam do niego, Boram – cała zagrzebałaś się w kocu. Bardzo potrzebowałaś rozmowy z kimś, kto cię zrozumie i twoja starsza siostra wydawała się do tego idealna. Chociaż z chwili na chwilę zaczynałaś w to wątpić.
- Kochasz go? – spytała teraz. Przez moment chciałaś się rozłączyć.
- Tak, ale nie mogę na to spokojnie patrzeć. Przecież Wonwo chce, żebym asystowała przy jego śmierci – głos ci się załamał.
- Jeżeli go kochasz, to nie możesz go tak zostawić – oznajmiła pewnym tonem.
- Mam patrzeć jak umiera?
- Jeśli nic innego nie możesz dla niego zrobić to tak – Boram nigdy nie grzeszyła delikatnością. Milczałaś długo licząc, że może jednak to ona przerwie połączenie.
- Przyjedziesz do mnie? – spytałaś w końcu.
- Przyjadę – westchnęła. – Tylko się nie załamuj. Wonwoo nie potrzebuje teraz beksy – przypomniała.
- A skąd ty możesz wiedzieć, czego on potrzebuje – prychnęłaś, rozłączając się.
Za to właśnie kochałaś Boram.
***
- Zamieszkaj u nas na jakiś czas – mama Wonwoo złapała cię przy drzwiach, kiedy już wychodziłaś. I to dosłownie złapała, bo teraz twój nadgarstek znajdował się w jej żelaznym uścisku. Widziałaś jednocześnie desperację i przerażenie w jej oczach.
Po chwili wahania pokiwałaś głową.
- Od jutra? – kobieta potwierdziła, puszczając twoją rękę.
***
Mijały dni. Byłaś dzielna tak, jak obiecałaś, dopiero wieczorami w łazience pozwalałaś, by bezgłośne łzy swobodnie spływały po twojej twarzy. Przy ludziach byłaś oazą spokoju i optymizmu.
Nie siedzieliście cały czas w domu, staraliście się wychodzić tak często, jak tylko pozwalało na to samopoczucie Wonwoo. Każdego dnia śmialiście się razem, rozmawialiście, próbowaliście nowych potraw, zwiedzaliście... Byłoby idealnie, gdyby nie wisząca w powietrzu między wami perspektywa czegoś nieuchronnego.
Zycie toczyło się dalej, musiałaś wrócić do pracy. Każdego dnia rano żegnałaś się z Wonwoo i spędzałaś te kilka godzin bez niego, a potem biegłaś do domu z drżeniem serca.
Jeszcze przez jakiś czas wszystko było w porządku.
***
Jesienny ranek był jeszcze cichszy i pogodniejszy niż zwykle. O dziwo ty też obudziłaś się wyjątkowo spokojna, przynajmniej z pozoru. Czułaś, jakby twoje serce rozdzierało się tego dnia jeszcze boleśniej niż zwykle, ale takich rzeczy przecież nie widać.
Twój pokój sąsiadował z pokojem Wonwoo, więc wciąż w piżamie przemknęłaś na palcach po zimnej podłodze. Zatrzymałaś się przy jego łóżku. Spał spokojnie, blady i dziwnie kruchy. Odgarnęłaś mu włosy z czoła.
- Już wstałaś? – spytał cicho, nie otwierając oczu.
- Obudziłam cię? – odpowiedziałaś pytaniem.
- Tylko trochę – spojrzał na ciebie. Jakiś blask w jego oczach dziwnie cię zaniepokoił, ale błyskawicznie zdusiłaś w sobie tą myśl. – Poleżysz ze mną? – odsunął lekko kołdrę. Znowu coś zakłuło cię w sercu, kiedy obserwowałaś, z jakim trudem się porusza.
Bez słowa wślizgnęłaś się pod okrycie, przytulając się do jego boku.
- Kocham cię, wiesz? – chyba pierwszy raz powiedział to tak wprost.
- Ja ciebie też – wyszeptałaś, przywierając do niego mocniej.
Jego serce wciąż biło miarowo, tak jak zawsze. Zasłuchana w jego rytm, zasnęłaś.
***
Obudziła cię cisza. Całkowita cisza, bez żadnego ruchu, żadnego dźwięku. Przez chwilę szukałaś odpowiedniego określenia. Właśnie, martwa cisza.
- Wonwoo... – podniosłaś się na łokciu. – Wonwoo? – ciągle spał. – Wonwoo. – potrząsnęłaś nim lekko. Nic. – Wonwoo! – zawołałaś ostatni raz. Po twoim policzku spłynęła pierwsza łza. I kolejna. Całe morze.
Skuliłaś się i łkałaś na jego wypełnionej ciszą piersi.
Zostawił cię.
***
Nie byłaś sama. Nawet przez moment nie zostałaś sama.
Znowu była piękna, pogodna jesień. Kolejna już, a ty wciąż czułaś obecność Wonwoo obok siebie.
Kolorowe liście na drzewach przypominały ci wasze wspólne spacery. Prześwitujące przez nie promienie słońca grzały jak ciepło jego rąk. Delikatnie szumiący w parkowych alejkach wiatr brzmiał jak jego szept.
Nauczyłaś się znowu uśmiechać.

sobota, 9 lipca 2016

Twoja wina

MYNAME Seyong x ty

 

Zirytowana kolejny raz włączyłaś drzemkę w budziku i schowałaś twarz w poduszkę z nadzieją, że uda ci się zapomnieć ostatnie sekundy snu. To bolało jak cholera, ale z drugiej strony tamte wspomnienia były chyba najważniejszą częścią ciebie.
Skuliłaś się pod kołdrą. W twoich uszach znowu rozległ się radosny śmiech Seyonga, a pod powiekami pojawił się jego szeroki uśmiech.
Gdyby tylko tamte chwile mogły wrócić...
***
Tamtego dnia po południu padał deszcz, ale to nie było ważne, bo asfalt zdążył już wyschnąć. Była trzecia nad ranem, jechaliście przez pola wracając od dziadków Seyonga. Chłopak na siedzeniu obok ciebie żartował i próbował śpiewać w rytm lecącej w radiu amerykańskiej piosenki.
Znaliście się od dziecka, potem razem przeprowadziliście się do Seulu, on do swojej wytwórni, a ty na studia. Teraz czasami odwiedzaliście razem swoje rodziny. Nie wyobrażałaś sobie życia bez niego – swojego najlepszego przyjaciela, niemal starszego brata.
Droga była równa i prosta, więc nie ograniczałaś zbytnio prędkości.
Nagle tuż przed wami pojawił się jeden jedyny samochód. Z kierowcą najwyraźniej coś było nie tak, bo jechał popisowym slalomem, od jednej krawędzi drogi do drugiej.
Na waszej wysokości auto znowu odbiło w stronę środka asfaltu. Nie miałaś żadnych szans, żeby zmieścić się obok niego. Aby uniknąć zderzenia czołowego, skręciłaś gwałtownie w prawo.
Pobocze było nierówne. Samochodem zarzuciło i z całą prędkością ponad 80 km/h uderzyliście w drzewo.
Śmiech Seyonga momentalnie się urwał. Chwilę potem straciłaś przytomność.
***
Ocknęłaś się widząc nad sobą szarzejące niebo. Wciąż siedziałaś w samochodzie, ale teraz nie miał on dachu. Spróbowałaś spojrzeć na siedzenie obok siebie, ale nie mogłaś się ruszyć.
Dookoła kręciło się sporo ludzi, po strojach poznałaś, że byli to strażacy. Podsłuchałaś rozmowę dwóch z nich.
- Co z tą cholerną karetką? Przecież chłopak zaraz się wykrwawi. To cud, że w ogóle jeszcze żyje.
- Podobno są w drodze. A co z dziewczyną?
- Nieprzytomna, czekamy na lekarzy, żeby ocenić stan kręgosłupa i wtedy się nią zajmiemy.
- Miała więcej szczęścia niż on...
Wtedy zaczęłaś krzyczeć.
***
Kiedy znowu się obudziłaś, nad tobą palił się regularny szereg białych żarówek energooszczędnych. W dalszym ciągu nie mogłaś się poruszyć, ale tym razem zamiast samochodowego siedzenia czułaś miękki materac i delikatną bawełnianą pościel. Otaczał cię krąg zaawansowanych technologicznie maszyn, ale poza tobą w pomieszczeniu nikogo nie było.
Długo później powiedzieli ci, że oboje przeżyliście. Odetchnęłaś z ulgą na tyle, na ile pozwolił ci na to kłujący ból w klatce piersiowej. Na tym jednak dobre wiadomości się kończyły. Seyong w dalszym ciągu był nieprzytomny i lekarze nie dawali mu zbyt dużych szans na szybkie wybudzenie. To, co powiedzieli później brzmiało jak wyrok: jeśli w ogóle kiedyś się obudzi, to już nigdy nie będzie mógł chodzić.
Leżałaś na szpitalnym łóżku i w twojej głowie podczas wielu bezczynnych dni i bezsennych nocy brzmiało tylko jedno zdanie: „To twoja wina”.
***
Tymczasem twoje ciało chyba postanowiło zrobić na złość twojej psychice. Popękane żebra zrosły się błyskawicznie, tak samo jak złamana noga i ręka, liczne skaleczenia szybko się zagoiły... Rehabilitacja przebiegała pomyślnie i wkrótce lekarze nie mieli już po co dłużej trzymać cię w szpitalu. Na pożegnanie wręczyli ci jeszcze skierowanie na szereg wizyt u psychologa.
Pierwszy raz stanęłaś w drzwiach Sali, w której leżał Seyong jakiś tydzień później. Na początku prawie go nie poznałaś. Był bardzo blady i schudł chyba o połowę, ale poza tym wyglądał jakby spał. Bałaś się podejść bliżej do łóżka i pewnie byś tego nie zrobiła, gdyby nie pielęgniarka, która spytała dlaczego stoisz w drzwiach.
Od tego dnia zjawiałaś się w szpitalu codziennie. Początkowo nie wiedziałaś czy powinnaś rozmawiać z nieprzytomnym chłopakiem, ale w końcu przyzwyczaiłaś się do wygłaszania cichych monologów. Patrząc każdego dnia na bladą twarz Seyonga zrozumiałaś, jak ważny on dla ciebie był i że jeśli się nie obudzi, to już nigdy nie będziesz w stanie normalnie funkcjonować.
***
Byłaś wykończona. Od kilki tygodni spałaś po zaledwie 3-4 godziny i miałaś wrażenie, że znowu tracisz kontrolę nad własnym życiem. Ledwo weszłaś do Sali, w której leżał Seyong i dotknęłaś jego dłoni, a z twoich oczu popłynęły łzy zmęczenia i bezradności. Usiadłaś na podłodze obok łóżka i częściowo położyłaś się na materacu obok chłopaka.
Niedługo potem zmęczona zasnęłaś.
Obudziłaś się czując dotyk czyjejś dłoni na twoich włosach. Serce zabiło ci szybciej. Takie rzeczy zdarzały się tylko w dramach.
Obok łóżka stała pielęgniarka i przyglądała ci się zaniepokojona.
- Zrobiło się późno, nie mogliśmy cię dobudzić – odezwała się. – Odwieźć cię do domu?
- Dziękuję, mam blisko, przejdę się – odpowiedziałaś.
Od dnia wypadku nie wsiadłaś do samochodu.
***
Mijały dni i tygodnie, życie nie mogło stać w miejscu.
Pewnego popołudnia w szpitalu powitało cię ogromne zamieszanie. Po raz kolejny bałaś się wejść do sali, w której leżał Seyong. Niepewnie podeszłaś do szyby oddzielającej ją od korytarza.
Zatrzymałaś się jak wmurowana. Chłopak, którego przez kilka długich miesięcy dzień w dzień odwiedzałaś, teraz siedział o własnych siłach, otoczony poduszkami. Musiałaś odetchnąć głęboko, zanim zdecydowałaś się wykonać kolejny krok.
- Dzień dobry... – odezwałaś się cicho.
- ______, bałem się, że dzisiaj nie przyjdziesz – jego głos był delikatnie zachrypnięty. Miałaś ogromną ochotę się rozpłakać.
- To znaczy, że słyszałeś mnie każdego dnia? – pokiwał głową. – Codziennie?
- Z jakiegoś powodu tu teraz jestem.
Nie miałaś siły dłużej walczyć ze łzami. Mimo podglądających was przez szybę lekarzy i pielęgniarek usiadłaś na podłodze kładąc głowę na kolanach Seyonga. Tym razem już na pewno on głaskał cię po włosach.
***
Kiedy pierwszy raz wsiadłaś z Seyongiem do samochodu, kompletnie spanikowałaś, mimo że to nie ty siedziałaś za kierownicą. Z czasem było jednak tylko lepiej. Ty musiałaś przezwyciężyć swoje lęki i on musiał przezwyciężyć swoje.

I w końcu nadszedł też ten dzień, kiedy wybraliście się na pierwszy prawdziwy wspólny spacer. Bez wózka inwalidzkiego i bez kul.

poniedziałek, 2 maja 2016

Ideały są nudne

C-CLOWN Rome x Ty
Potrząsnęłaś energicznie puszką z czerwonobrązową farbą i rozpyliłaś jej trochę na konturach powstającego właśnie na murze rysunku. Podobało ci się dzisiejsze dzieło, im więcej ćwiczyłaś, tym lepsze graffiti ci wychodziło. Teraz pozostało tylko nie zniszczyć go zbędnymi detalami.
Odsunęłaś się kawałek, żeby ocenić swoją pracę. Nie spojrzałaś za siebie i niespodziewanie wpadłaś na kogoś plecami. Podskoczyłaś przerażona.
Nigdy nikomu nie mówiłaś o swoich nocnych eskapadach, nie chciałaś ich z nikim dzielić. Nie bez znaczenia pozostawał też fakt, że były one całkowicie nielegalne.
Tymczasem przed tobą stał chłopak mniej więcej w twoim wieku, z lekko potarganymi włosami i błyszczącymi czarnymi oczami. Teraz przekrzywił nieco głowę i również oceniał twój rysunek.
- Niezłe, ale tutaj dałbym więcej czarnego – wskazał na lewy dolny róg.
Miałaś ochotę prychnąć ze złością, ale powstrzymałaś się. Znawca czy nie, w tym momencie był dla ciebie sporym zagrożeniem.
- Co tak patrzysz, daj mi spray to poprawię – przypomniał o sobie chłopak, kiedy nie doczekał się żadnej reakcji.
- Kim jesteś? – spytałaś zamiast tego.
- Mówią na mnie Rome – odpowiedział. – I nie myśl sobie, że widzę cię dzisiaj pierwszy raz. Zauważyłem, że ktoś podkrada mi mury.
Czy on właśnie zasugerował ci, że sam też zajmuje się mazaniem po ścianach? Chociaż z drugiej strony raczej bez powodu nie zapuściłby się o tej porze w te okolice.
- Dasz mi tą farbę czy będziesz tak stała? – dopominał się chłopak.
Nie miałaś w zwyczaju dużo mówić, dlatego sięgnęłaś tylko do plecaka po odpowiednią puszkę i podałaś mu ją.
Od tamtej pory minęło trochę czasu, a mimo to wciąż niby „przypadkiem” wpadaliście na siebie. Każde z was tworzyło inne obrazy, które razem dopełniały się i tworzyły intrygującą całość. W końcu zaczęliście umawiać się na wspólne rundki po mieście i nadszedł moment, kiedy nie wyobrażałaś już sobie malowania bez niego.
Tym razem postanowiliście wypróbować nowy rodzaj farb. Noc była wyjątkowo ciepła i ciemna, nigdzie nie było widać nawet bezdomnych kotów, które od czasu do czasu wam towarzyszyły. Szliście obok siebie aż do muru, na którym kilka nocy wcześniej zaczęliście tworzyć kolejne dzieło. Nie staraliście się ich wartościować, malowaliście zazwyczaj to, co akurat czuliście.
Zaczęłaś właśnie rozkładać puszki, kiedy w oknie nad wami pojawił się pojedynczy niebieski refleks. Zaraz po nim mignął kolejny i następny, i następny...
- ______ - odezwał się półgłosem Rome. Rzadko kiedy zdarzało się wam rozmawiać, zatem musiało dziać się coś naprawdę ważnego. – Chyba będziemy musieli się zwijać...
Chciałaś zaprotestować, ale do widocznych już wyraźnie na ścianach błękitnych świateł dołączył coraz głośniejszy dźwięk wyjącej syreny policyjnej.
Nie mieliście ani chwili do namysłu. Porozstawiane puszki zostały pod ścianą niczym niemi świadkowie zbrodni, a wy rzuciliście się pędem w kierunku przeciwnym do nadjeżdżających samochodów. W ostatniej chwili udało ci się złapać plecak.
Długo biegliście, ale policjantom najwyraźniej bardzo zależało na złapaniu autorów graffiti, bo ciągle jechali za wami. Właśnie pomyślałaś, że nie dasz rady już dłużej biec i chyba będziesz musiała pozwolić, by cię złapali, kiedy Rome niespodziewanie chwycił cię za rękę i pociągnął gdzieś w ciemną, boczną uliczkę.
Dyszałaś ciężko, a tymczasem policjanci zdecydowali się wysiąść z samochodów i przeczesać teren. Byli tuż obok.
Przez głowę przemknęła ci absurdalna myśl, że być może twoja mama, gdyby się kiedykolwiek dowiedziała, nie byłaby tą sytuacją zachwycona. Oto stałaś w bocznym zaułku, otoczona policją, przyciśnięta do ściany przez chłopaka, o którym wiedziałaś tylko tyle, że znajomi nazywają go Rome, a który w dodatku właśnie zasłaniał ci usta dłonią, żebyś nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Sytuacja raczej niezręczna.
Dlatego też nie mogłaś dać się złapać. Twój tata, z którym mieszkałaś po wyprowadzce mamy, wprawdzie bardzo cię kochał, ale za to kompletnie nie rozumiał.
Nie masz pojęcia jak długo tak staliście, grunt, że gliny wreszcie znudziły się bezowocnymi poszukiwaniami i na tę noc dały sobie spokój. Świtało, kiedy wyszliście z wąskiej uliczki.
- Zrobiło się groźnie, chyba powinniśmy na jakiś czas przestać malować – odezwał się Rome, kiedy mieliście rozstać się w tym samym miejscu co zwykle, w bezpiecznej odległości od twojego domu.
- Mam przestać cię widywać? – wyrwało ci się.
- Tego nie powiedziałem. Znajdę cię – oznajmił, odwracając się na pięcie i idąc w swoją stronę.
Parę następnych dni nie miało większego znaczenia, noce też stały się o wiele spokojniejsze. Praktycznie poza szkołą nie ruszałaś się z domu.
Mimo to miałaś problemy z jedzeniem i spaniem, zdarzało ci się zamyślać na dłuższe chwile albo zapominać o najprostszych rzeczach. Od odejścia mamy dzielnie się trzymałaś, jak głaz bez uczuć czy emocji, ale teraz chyba zaczęło się to zmieniać.
Tego szaroburego, wietrznego popołudnia znowu nic nie układało się tak, jak chciałaś. Liczyłaś na lepszą pogodę i dlatego ubrałaś się w cieńszą kurtkę niż powinnaś, a do tego ostatnia lekcja nieco się przeciągnęła, więc nie miałaś szans by zdążyć na swój autobus. Następny był za pół godziny, a to z kolei oznaczało, że prawdopodobnie spóźnisz się do pracy, do której dopiero co cię przyjęli. Nic dziwnego, że humor ci nie dopisywał.
Wyszłaś ze szkoły przeklinając pod nosem i nie patrząc przed siebie szybkim krokiem ruszyłaś w stronę przystanku autobusowego. Nie miałaś po co się spieszyć, ale chciałaś w jakiś sposób wyładować negatywne emocje,
- Złość piękności szkodzi – usłyszałaś tuż obok.
- Zaraz tobie zaszkodzi – warknęłaś. Dopiero chwilę później zorientowałaś się, kto był autorem tej „złotej myśli”. – R-rome?
- Ostrzegałem, że cię znajdę. Spieszysz się?
- Nie mam po co – westchnęłaś.
- To chodź, coś ci pokażę – powiedział, zabierając od ciebie twoją torbę i ciągnąc cię za rękę w stronę przeciwną do przystanku autobusowego.
Zagłębiliście się w bocznych uliczkach osiedla, na którym do tej pory jeszcze nigdy nie byłaś. Teraz nie było już zupełnie żadnych szans, żebyś zdążyła do pracy, ale jakoś przestało cię to martwić.
Kiedy się zatrzymaliście nie miałaś już zielonego pojęcia, gdzie jesteś. Staliście przed murem od samej ziemi prawie do górnej krawędzi pokrytym graffiti.
Ten rysunek był inny niż pozostałe, które do tej pory tworzył Rome. Przedstawiał nienaturalny dzban z kwiatami: te po lewej były w pąkach albo dopiero zaczynały kwitnąć, podczas gdy te po prawej więdły, usychały i umierały. Nie przypominało to obrazu ani żadnego ze znanych ci stylów w sztuce, a mimo to wiedziałaś, co autor chciał przekazać, widziałaś w tym jego serce, jego myśli.
- Po lewej są chwile, które spędziłem z tobą, po prawej moje życie kiedy ciebie nie ma – odezwał się cicho Rome. – Masz wybór, możesz zrobić ze mną, co tylko chcesz.
Odwróciłaś się twarzą w jego stronę i spojrzałaś mu poważnie w oczy.
- Biorę cały bukiet – podeszłaś krok bliżej. – Ideały są nudne.
- A mimo to ty nie jesteś – uśmiechnął się chłopak, przyciągając cię do siebie.

wtorek, 16 lutego 2016

Będę twoim reniferem


WINNER Taehyun x Ty
Kiedy otworzyłaś oczy i spojrzałaś na zegarek była dokładnie 10:21. Późno, ale nie miałaś powodu, by gdziekolwiek się spieszyć, ostatecznie przecież miałaś wolne.
Przypomniało ci się, jak w środku nocy na chwilę ze snu wyrwał cię zgrzyt przekręcanego w zamku klucza. Wtedy było koło drugiej, może bliżej trzeciej. To twój chłopak Taehyun wracał dopiero do domu z practice roomu. Teraz łóżko obok ciebie też już było puste, co oznaczało, że prawdopodobnie znowu się nie zobaczycie.
Wygrzebałaś się spod kołdry i poszłaś do łazienki, gdzie ogarnęłaś się na tyle, na ile to było konieczne, skoro i tak zamierzałaś być cały dzień sama w domu. Owinięta w szlafrok Taehyuna przeniosłaś się do kuchni.
Po skromnym śniadaniu i porannej kawie nie miałaś właściwie dalszych planów. Wyjrzałaś przez okno: z nieba sypał drobniutki śnieg, jakby solidna warstwa białego puchu na ziemi nie wystarczała.
Byłaś zajęta obserwowaniem wirujących płatków, które na tle bladoszarego nieba wydawały się niemal grafitowe, kiedy poczułaś czyjeś ręce zaplatające się wokół twojej talii. Podskoczyłaś wystraszona.
- Nie słyszałam jak wszedłeś - odezwałaś się, odwracając się przodem do tajemniczego "osobnika".
- O to chodziło, to miała być niespodzianka - Taehyun spojrzał na Ciebie spod grzywki. - A najlepsze jest to, że to dopiero pierwsza dzisiaj. Mam wolne popołudnie - oznajmił.
- Przecież zaraz macie comeback? - zdziwiłaś się. Właśnie dlatego widywaliście się ostatnio tak rzadko, chociaż mieszkaliście pod jednym dachem. Wytwórnia Taehyuna narzuciła jemu i reszcie zespołu tak napięty grafik, że każdą możliwą chwilę, w dzień i w nocy, spędzali na treningach.
- Właśnie dlatego. niedługo będę wracał do ciebie tylko po to, żeby spać - odpowiedział, przekrzywiając lekko głowę. - Nie sądzisz, że powinnaś mi już oddać mój szlafrok? - zmienił temat, bawiąc się paskiem zawiązanym wokół twojej talii.
- Ale będzie mi zimno~ - droczyłaś się.
- Coś wymyślimy - zapowiedział chłopak, ciągnąc cię w stronę sypialni.
Posadził cię na łóżku, a sam usiadł obok ciebie. Po dłuższej chwili ciszy zaczęłaś się zastanawiać, co jest nie tak.
- Taehyun?
- Hm?
- Co teraz?
- Posiedzimy i popatrzymy sobie w oczy - wymyślił na poczekaniu, odwracając się w twoją stronę i zmuszając cię, żebyś też na niego spojrzała.
- Ale... mówiłeś coś, że chcesz odzyskać swój szlafrok - przypomniałaś.
- No tak...
- To go sobie weź~ - oznajmiłaś, nadal nie ruszając się z miejsca.
Nie musiałaś długo czekać, by dłonie chłopaka znowu znalazły się na twoim pasku. Chwile później szlafrok leżał już na podłodze obok łóżka, a ty wybuchnęłaś śmiechem na widok miny Taehyuna.
- Zaskoczony?- wykrztusiłaś po dłuższej chwili.
- Poważnie spałaś w mojej koszulce?!
- Nie zauważyłeś jak się kładłeś? - śmiałaś się dalej.
- Było ciemno i późno - odpowiedział chłopak. - Masz jeszcze na sobie coś mojego? Bo ostrzegam, że będę zmuszony ci to zabrać.
- Tylko spróbuj! - zmieniłaś front, chwytając najbliższą poduszkę. - Chcesz się bić?~
- Przegrasz - zapowiedział Taehyun, łapiąc druga poduszkę.
 Rzeczywiście, parę minut później leżałaś na łóżku oddychając ciężko, przygnieciona ciałem chłopaka.
- Za karę teraz musisz spełnić jedno moje życzenie - oznajmił, również z trudem łapiąc oddech.
- Jakie?
- Dzisiaj wieczorem pójdziesz ze mną tam, gdzie będę chciał, bez zadawania żadnych pytań - zakomunikował Taehyun.
- Ale...
- Miało być bez pytań - przerwał ci.
Nie miałaś więcej okazji, by protestować.
Na dworze powoli zaczynało się już robić szarawo, kiedy Taehyun oznajmił, że "już czas". Kazał ci się porządnie ubrać, a sam gdzieś zniknął. Opatuliłaś się w sweter i szalik, zabrałaś z szafy rękawiczki dla Taehyuna, bo on jak zwykle o nich zapomniał i wyszłaś z domu.
Ledwo zamknęłaś drzwi, a juz oberwałaś w plecy sporą śnieżką.
- Zwariowałeś, kretynie?! - podbiegłaś do niego. - Odmrozisz sobie ręce!
Złapałaś obie jego i zamknęłaś je w swoich, żeby trochę je rozgrzać. Palce chłopaka rzeczywiście były już lodowato zimne.
- A teraz masz natychmiast założyć rękawiczki - rozkazałaś pół minuty później, podając mu je.
Chłopak posłuchał cię bez gadania.
- Będę dzisiaj twoim reniferem~ - oznajmił, a widząc twoją zaskoczoną minę, uśmiechnął się tylko jeszcze szerzej. - Zapraszam panienkę do sań - wskazał na stojące na śniegu drewniane sanki.
- Mówisz poważnie?
- Owszem - pokiwał głową. - To jest kolejna dzisiejsza niespodzianka. Tak długo mi o tym marudziłaś, że... - nie skończył, bo rzuciłaś mu się na szyję i go pocałowałaś.
- Jestes cudowny, wiesz?
- Dla ciebie wszystko - rozpromienił się Taehyun. - siadaj na sanki, jedziemy do parku.
Jeszcze przez moment miałaś wątpliwości, czy aby nie jesteś za ciężka, ale chłopak błyskawicznie je rozwiał. Kiedy dotarliście do parku było już zupełnie ciemno, więc dookoła nie było żywej duszy.
- Nie byłam na sankach chyba z 10 lat - westchnęłaś.
- Dzisiaj to nadrobimy - uśmiechnął się w ciemności Taehyun. - Zjeżdżasz?
Podeszłaś do niego bliżej.
- Chyba się boję - przyznałaś. - Zjedziesz ze mną?
Spodziewałaś się, że chłopak zacznie się śmiać albo rzuci jakimś komentarzem, ale on wziął cię za rękę i posadził na sankach, a sam usiadł tuż za tobą tak, że opierałaś się o niego plecami siedząc między jego nogami. chwilę później mknęliście już w dół.
Nie miałaś tego w planach, więc chyba to chłodne zimowe powietrze sprawiło, że zaczęłaś piszczeć. Zaraz potem zawtórował ci śmiech chłopaka.
Nie wzięliście ze sobą zegarka, a w parku nikogo nie było, więc kompletnie zapomnieliście o upływającym czasie. Byliście tylko coraz bardziej zmęczeni nieustannym wchodzeniem pod górę.
Po raz kolejny usiedliście razem na sankach i ruszyliście w dół. Już prawie całkiem się zatrzymaliście kiedy, być może częściowo celowo, straciłaś równowagę i przewróciłaś się na śnieg, ciągnąc za sobą Taehyuna.
- Nie mam już siły - westchnęłaś, patrząc na purpurowe od chmur śniegowych niebo.
- Chcesz wrócić do domu? - spytał chłopak, przysuwając się do ciebie.
- Nie, zostańmy tak jeszcze przez chwilę - poprosiłaś.
Było kompletnie cicho, zaczął tylko sypać delikatny śnieg. Przymknęłaś oczy, a kiedy je znowu otworzyłaś, zobaczyłaś pochylającego się nad tobą Taehyuna. Zaraz potem wasze usta się spotkały. Zaplotłaś palce w jego wlosy, podczas gdy on napierał na ciebie całym ciałem.
- Taehyun... - wydyszałaś po dłuzszej chili.
- Mmmm...?
- Wróćmy lepiej do domu zanim się przeziębisz - pogłaskałaś go po policzku.
Otrzepaliście się nawzajem ze śniegu i trzymając się za ręce poszliście przez opustoszały park, ciągnąc za sobą sanki.
Zaraz po przekroczeniu progu domu poszłaś zaparzyć wam herbatę z cytryną, bo zmarzliście bardziej, niż wam się wcześniej wydawało. Kiedy weszłaś do salonu z parującymi kubkami, Taehyun siedział już na kanapie naprzeciwko telewizora, układając dookoła siebie poduszki i koce.
- Co powiesz na maraton filmowy? - spytał.
- A gdzie mam niby usiąść? - zaśmiałaś się.
- Jak to gdzie - chłopak złapał cię za biodra i posadził sobie na kolanach. Dosłownie w ostatniej chwili zdążyłaś odstawić kubki z wrzątkiem na stojący w pobliżu stolik.
Wtuliłaś się w koszulkę chłopaka.
- Mam przeczucie, że to oglądanie filmów to nam nie wyjdzie - wymruczałaś.
Było ciepło i bezpiecznie. Taehyun owinął was oboje w koc jak w wielki kokon i kołysał cię delikatnie w ramionach, nucąc coś pod nosem. Herbata stygła powoli, ale właściwie i tak już nie była potrzebna.
Nie byłaś śpiąca, ale ciepło ciała Taehyuna i jego spokojny głos sprawiły, że twoje powieki zaczęły robić się ciężkie. Jak przez mgłę usłyszałaś ostatnie słowa piosenki:
I'm confessing now, I want you to be my girl
I want you to be in my arms when I wake up every morning
Just stay like this
This is my confession...